-

Mamy pieska;)

Autor: Aśka Data: 5 Paź 2017 Kategoria: Życie

I kolejne marzenie spełnione;)

piesekWczoraj wieczorem przywieźliśmy do domu naszego nowego przyjaciela – berneńskiego psa pasterskiego:) Jest to suczka. Na imię jej – Lola:) Imię nadała oczywiście moja córeczka, która od wczoraj o niczym innym nie mówi i z nikim innym się nie bawi.

Lola jest dziewięcio-tygodniowym szczeniaczkiem. Pochodzi od mojego kuzyna, którego suczka została dopuszczona z psem czystej rasy. Tak więc Lola nie ma rodowodu – ale dzięki zaufanemu źródłu – wiemy jak będzie wyglądać jak dorośnie:)

Na razie jest słodką kuleczką pełną sierści:))) Tak słodką – że ma się ochotę ją schrupać:) Łapki ma duże – co oznacza, że będzie miała niezłą masę – ale według opisu, jaki czytaliśmy w internecie – są to psy bardzo przyjazne, które uwielbiają się bawić i kochają dzieci. Zresztą z wzajemnością – nasza dziewczyna już pokochała Lolę;)

Berneńczyki to psy pasterskie, które lubią długie spacery. Dobrze, że mamy blisko do lasu;) Będzie też okazja do wspólnych, rodzinnych spacerów, czego już nie mogę się doczekać:)

 

 
-

Mamy zabawki na podwórku;)

Autor: Aśka Data: 5 Sie 2016 Kategoria: Życie

Każda okazja dobra:)) Udało się nam zgromadzić już trochę zabawek ogrodowych dla Naszej Trzylatki (a póżniej dla skarbka z brzusia;) Ogródek wypełniony kolorami, Myszka zadowolona:)

Jaki efekt? A no taki – że siedzę właśnie z kawką i ciastkiem i patrzę – jak mój Aniołek skacze na trampolince:) Jest to jednak wygodne – wystarczy zabezpieczyć odpowiednio podwórko – i nie trzeba się martwić – że dzieciątko zrobi sobie krzywdę, tak jak niestety może się zdarzyć na nieznanym terenie.
Myszka dostała też piaskownicę – taką plastikową – zamykaną (bynajmniej będzie w niej czysto) Kupiliśmy dwa worki piasku (a tu niespodzianka!! – wiecie, że można kupić taki specjalny piasek oczyszczony do piaskownicy??? – ja nie wiedziałam i zastanawiałam się czym ją uzupełnię? ale „wujek google” przyszedł mi z pomocą:)

Kilka zabawek do piaskownicy – i już można gotować zupki, robić herbatki i podawać ciasteczka wszystkim lalkom i misiom dookoła:)

Teraz mogę zaprosić koleżanki z dziećmi na ploteczki – dzieciaczki się pobawią – a my będziemy miały czas dla siebie:)

 
-

Nowy parking na lotnisku?? SKANDAL!

Autor: Aśka Data: 8 Wrz 2015 Kategoria: Życie

Taka dziś sytuacja… MASAKRA!

Rano odwoziłam mego lubego na lotnisko – a tu niespodzianka – nowa organizacja parkingów…

Wjechałam na strefe kiss and fly żeby wypakować walizki męża. Zajęło nam to jakieś 2 minuty i chciałam zaparkować na parkingu krótkoterminowym.

Nie miałam pojęcia (bo też skąd miałabym je mieć skoro brak jakiejkolwiek informacji)  czy powinnam wyjechać za bramki (czyli de facto z terenu lotniska) – zrobić kółko i na nowo wjechać na parking krótkoterminowy – czy tak jak pozwalała mi droga  – wjechać na parking krótkoterminowy. Wybrałam opcję drugą.

Przede mną na wjeździe przed bramkami ustawiły się dwa auta – pierwszy kierowca nie mógł zeskanować biletu (próbował przez 2-3 minuty, w końcu mu się udało…), drugi kierowca przyszedł do mnie zapytać czy posiadam jakiś bilet – bo żeby tu wjechać muszę go mieć – a on go nie ma – i tu pytanie jak to mozliwe??? (ja na szczęście miałam)- więc jaki już to auto wycofało  – udało mi się wjechać na parking (całość zajęła jakieś 5 minut – co pewnie zaliczało mi czas na poczet kiss and fly).

Poszłam więc na lotnisko do męża – lecz on zdążył już nadać główny bagaż…. Pożegnałam się z nim, dałam mu kissa i ruszyłam w stronę parkomatu…

Grzecznie ustawiłam sie w kolejce do zapłacenia za parking  – przede mną byli dwaj panowie. Jeden miał do zapłacenia 8zł, drugi 16zł. Oboje kombinowali jak zapłacić  – bo zjadało im bilon – a kwota do zapłacenia nie malała. W końcu jeden z nich spróbował zapłacić kartą i mu się udało. Nauczona ich doświadczeniem – również postanowiłam zapłacić kartą – co by nie stracić bilonu. I tu moje zdziwienie – naliczyło mi 24zł. ZA CO?

nie wiem…

Przy parkometrze stałam jakies 4-5 min.

Chciałam podejść do panów od parkingu do budki na końcu parkingu krótkoterminowego – ale jeden z przytoczonych gości pod parkometrem powiedział że nie ma sensu – bo nikogo tam nie ma….

Tak więc zapłaciłam  – żeby w ogóle wyjechać z tego „świetnie zorganizowanego parkingu”….
Napisałam do obsługi maila – i mam nadzieje że jakoś się z tego wytłumaczą….

 
-

Pierwszy dzień w przedszkolu

Autor: Aśka Data: 2 Wrz 2015 Kategoria: Życie

No i nie taki diabeł straszny… czyli bardziej się denerwowałam – niż powinnam;))) Mój dzielny przedszkolak płakał tylko przez trzy minutki – a potem świetnie się bawiła!:) A matka biedna w domu zastanawiała się co się dzieje….

Myszka była mega zadowolona! Uśmiech nie schodził z jej twarzy! Jak tylko wyszła z panią przedszkolanką z sali – zaczął się potok słów! Nie wiedziała jak szybko wszystko ma opowiedzieć…

przedszkoleByła na dworzu – na placu zabaw (swoją drogą wielkość podwórka i ilość atrakcji na placu zabaw jest niesamowita!), jadła śniadanko (chlebek z białym serkiem), potem bananka, zjadła zupkę (ale zupka był ble) i też kasze… Dostała naklejke w nagrode! No i był angielski… i śpiewała piosenki! Są także nowe koleżanki, a byli też chłopcy!

Tego wszystkiego dowiedziałam się w cztery minuty!:-)

Kamień z serca… wyobrażałam sobie jak to cały czas płacze – a mój aniołek fantastycznie się bawił! Wcześniej miałam w planach załatwić milion rzeczy podczas tego, jak mała będzie w przedszkolu – ale zdążyłam tylko spotkać się z moim adwokatem (stara sprawa spadkowa, ale prawnik – rewelacja! – polecam http://laskowska.org.pl/)… Może jutro uda się zdziałać coś więcej – bo czekają mnie zakupy wyprawkowe – najwyższa pora!

Pytanie jak będzie jutro? Ja na pewno będę bardziej dzielna niż dziś;P mam nadzieję, że jutro  – tak samo jak dziś – wyjdzie z klasy tak pięknie uśmiechnięta jak dziś:)

 
-

Przedszkole – ole, ole, ole:)

Autor: Aśka Data: 1 Wrz 2015 Kategoria: Życie

Dziś wielki dzień! Moja Myszka idzie do przedszkola!

Nie wiem kto bardziej przeżywa ten dzień – ja czy ona… chyba jednak ja! Odkąd ją zaprowadziłam – ryczę średnio raz na 10 minut…. ale to pewnie efekt mojego zbytnio emocjonalnego podejścia wynikającego z ciąży…

W każdym razie od wczoraj o niczym innym nie rozmawiałyśmy – jak tylko o przedszkolu;) Dziubek rano wstał z uśmiechem na ustach i śpiewnym głosem śpiewała – idę do przedszkola, przedszkola:)))

Nawet szybko się ubrałyśmy – i pojechałyśmy… co prawda do przedszkola mamy 5 minut pieszo – ale musiałam zawieść milion rzeczy!

Tak – kołderka, poduszka, piżamka, ubranie na przebranie, ubranie na ćwiczenia, książeczki, kapcie, kaloszki, pasta, szczotka, kubeczek…. Cała wyprawka! Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że będzie tego aż tyyyle;)

No i prawie udało się nam na spokojnie rozstać… prawie… już Myszka miała iść z panią do nowej zabawki – jak zobaczyła że się poruszyłam. No i potem już był tylko płacz. W przedszkolu płakała ona – ale po wyjściu – również ja. I teraz siedzę i zastanawiam się – czy nadal płacze mój dziubek czy dobrze się bawi?

W domu cicho, nic się nie dzieje, jakoś smutno….

…..

Za chwilkę idę po Myszkę i mam nadzieję, że odbiorę ją z uśmiechem na ustach. Na ustach jej i moich…. {pełna nadziei}…

Copyright © 2018 Panna Joanna Napisze Wszelkie prawa zastrzeżone.